Po Podwójnej pętli, debiutanckiej powieści, na rynku pojawiła się pierwsza samodzielna antologia opowiadań Autora pt. Femme fatale. Tytuł wskazuje, że motywem przewodnim są kobiety i związki z kobietami, pociągające za sobą nieprzyjemne konsekwencje. I w większość ten pogląd jest prawdziwy, ale nie w stu procentach.
Zbiór wyszedł w serii CITY wydawnictwa Forma i był to wybór wyśmienity, bowiem są to opowiadania bardzo miejskie. Odniosłem wrażenie, że bohaterowie poszczególnych historii są sąsiadami z jednego z krakowskich bloków z wielkiej płyty. Żyją (i umierają) w podobnym otoczeniu, ich problemy również wydają się być nierozerwalnie związane z wielkomiejskim klimatem. To odczucie było silniejsze niż sugerowany przez tytuł motyw kobiety fatalnej. Ba, w niektórych tekstach (Hellada) kobiecych postaci w ogóle nie ma, a w kilku innych takie zaklasyfikowanie wydało się naciągane.
Po lekturze można nabrać wrażenia, że Kraków zamieszkują sadyści i inni dewianci, szamani, mściciele, cwaniaczki i oczywiście ofiary wszystkich powyższych, że samo miasto składa się z opuszczonych magazynów, rozpadających się melin i Szkieletora, a pomiędzy nimi samochody ustawiają się w kilometrowe korki.
Bohaterowie, ich konstrukcja i motywacje są logiczne i wiarygodne (poza jednostkowymi przypadkami), opisani są bardzo plastycznie, nieprzesadnie drobiazgowo – w sam raz, żeby zbudować klimat, a jednocześnie nie zamęczyć czytelnika. I tu drobny zgrzyt. W kilku opowiadaniach Kyrcz po zawiązaniu akcji stopował czytelnika, żeby dokładniej opisać protagonistę, dodać tło rodzinne, życiorys. Powodowało do spowolnienie tempa i wytrącenie czytelnika ze zbudowanego już nastroju oraz wrażenie, że opisy te trafiły do tekstu później, na doklejkę. To świetnie funkcjonowało w Podwójnej pętli, ale w niektórych opowiadaniach taka asynchroniczność psuła odbiór.
Problemy, z którymi mierzą się bohaterowie, są różnorodne, często opowieści kończą się zaskakującym twistem, kiedy indziej zakończenie jest spodziewane, a czasem pozostawiają wrażenie niewykorzystanego potencjału. Niektóre teksty są w zasadzie szortami zawierającymi jedną scenę i to w nich właśnie Autor dowodzi, że jest mistrzem krótkiej (a w zasadzie bardzo krótkiej) formy. W kilku tekstach widać inspiracje klasykami polskiej grozy, puszczanie oka do czytelnika.
Raz tylko (znów Hellada) odniosłem wrażenie, że w historii było zbyt wiele zbyt nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, żebym mógł „kupić” opowieść.
Femme fatale, mimo dwóch czy trzech gorszych tekstów, jest porządnym zbiorem miejskiej, krakowskiej grozy. Znalazło się w nim kilku mocnych kandydatów do Nagrody Grabińskiego. Pozycja warta polecenia nie tylko miłośnikom historii strasznych, ale też czytelnikom lubiącym „twardożyciową” obyczajówkę z morałem. Bo horror jest gatunkiem bardzo moralizatorskim.
P.S. Okładka super!
Kazimierz Kyrcz Jr., Femme fatale, Forma 2015.
