O autorze
Od lat słyszę, że fantastyka jest o człowieku współczesnym, o jego problemach i stojących przed nim wyzwaniach. Groza chyba nawet bardziej. A bizarro to już w ogóle. O człowieku współczesnym z punktu widzenia grozaika.

Co by tu dziś zabić?

stopklatka.pl
Myśliwce, macie przefikane. Dosłownie i w przenośni. Motyw polowania istnieje we współczesnej popkulturze od dekad i powraca co kilka sezonów w różnych odsłonach i z różnym natężeniem.

Kultura, a z pewnością popkultura, odzwierciedla powszechne postrzeganie pewnych zjawisk, również etycznych. Szczególnie gdy mowa o szablonach, które pojawiają się w różnych utworach. Nie ma co udawać: historie przygodowe opierają się na schemacie, dosyć sztywnym, i jeżeli twórca wyjdzie poza te ramy, pominie niektóre „obowiązkowe” elementy konstrukcji bohaterów, świata przedstawionego lub fabuły, wówczas odbiorca poczuje się skonfundowany, a utwór nie zarobi spodziewanej ilości dudków. Przez to dochodzi do sprzężenia zwrotnego: twory popkultury kształtują wyobrażenie widowni o gatunku lub konwencji, a oczekiwania tak wychowanych odbiorców powodują zabetonowanie kolejnych utworów w schemacie.

Klasycznym przykładem jest protagonista przechodzący przemianę „od zera do bohatera”. Może to być Luke Skywalker, Sarah Connor, Marty McFly, Forrest Gump, Ellen Ripley, John Rambo, wszyscy Ghostbusters. Bohaterowie ci istnieją według jednego szablonu:

1. Ekspozycja – w ciemnej dudu.
W pierwszej scenie z protagonistą pojawia się jakaś porażka, często niezwiązana z głównym konfliktem. Marty nie pojedzie z dziewczyną nad jezioro, Indy Jones obrywa po pysku i traci artefakt, szlachetny i biedny ronin podejmuje się obrony wioski za miskę ryżu, a młody Skywalker znowu nie wyjedzie z farmy wuja. To pozwala utożsamić się widzom z bohaterami, którzy może za chwilę będą mega, ale zaczynali z podobnymi lub większymi problemami niż nasze własne.

2. Konflikt wewnętrzny/zewnętrzny
Pierwszy element jest przyczyną opowiadania historii, w drugim kryje się rozwiązanie. Obiektywne zewnętrzne czynniki zmuszają bohatera do działania, a wewnętrzne ograniczenia utrudniają mu zwycięstwo. Może to być brak odwagi, brak doświadczenia lub brak wsparcia ze strony rodziny/przyjaciół. Dopiero przemiana samego protagonisty umożliwia mu zwycięstwo, a w konsekwencji wyświetlenie literek „The End”.

Dobra, ale jak to się ma do myśliwych? Bardzo się ma!
Myśliwce, macie przefikane. Dosłownie i w przenośni. Motyw polowania istnieje we współczesnej popkulturze od dekad i powraca co kilka sezonów w różnych odsłonach i z różnym natężeniem. Nieważne, czy to będzie Rambo, Predator, Terminator, Mad Max, Koszmar z ulicy Wiązów, Alien, Pojedynek na szosie, Hunger Games, trzy czwarte easternów i dziewięćdziesiąt procent horrorów: schemat jest identyczny – protagonistą jest OFIARĄ, POLOWANIE na ofiarę konfliktem zewnętrznym, MYŚLIWY antagonistą, znalezienie w sobie przez ofiarę potencjału do ZABICIA (sic!) antagonisty konfliktem wewnętrznym.
Takie postrzeganie myślistwa wynika z kilku powodów, które są nie do przeskoczenia:

1. Myśliwy musi mieć przewagę nad ofiarą, inaczej brakowałoby napięcia – stawki, która wzbudza u odbiorcy tym większe emocje, im jest wyższa.

2. Ofiara musi wzbudzać sympatię, inaczej odbiorcy nie zależałoby na jej zwycięstwie,

3. a myśliwy musi być zły i brzydki, bo łamie imperatyw kategoryczny. Dlatego antagoniści w tego rodzaju filmach wyglądają, jak wyglądają. Weźmy na przykład predatora: małe i głęboko schowane oczy wywołują wrażenie skrytości, fałszywości i złych zamiarów, jeszcze te pajęcze czułki wokół małego otworu gębowego. Dalej poszedł Giger projektując ksenomorfa, który wygląda jak ociekający śluzem owad, rozmnaża się w sposób przywodzący na myśl robaki jelitowe, a oczu (twarzy) nie ma wcale. Polujący ludzie w popkulturze też są nieszczególnie inteligentnymi policjantami (Rambo), są brzydcy (a z pewnością brzydsi lub gorzej zbudowani niż protagonista), okaleczeni, niscy, łysi itd.

Również ich zachowanie i motywacje są podobne. Pojawiają się wyłącznie niskie pobudki. Są to pieniądze, sadyzm czy inne parafilie (Koszmar z ulicy Wiązów), albo… albo w ogóle nie ma żadnej motywacji. Bo zabijanie dla przyjemności po prostu wymyka się logice.

Jak dalece motyw polowania z popkultury przeniknął do powszechnej świadomości pokazują komentarze po artykułami związanymi w jakiś sposób z myślistwem. Są to krytyka z powodu noweli ustawy, obelgi po zastrzeleniu psa, wyśmiewanie lapsusów językowych Komorowskiego (wiadomo, myśliwy czyli głupek) lub… radość z powodu śmierci myśliwego stratowanego przez słonia. Tak, to wzbudza szczerą radość, podobnie jak śmierć kłusowników, jak przypadkowe postrzelenie innego myśliwego, pewnie po pijaku (bo każdy myśliwy to pijak i złodziej, por. „Miś”). Nie zdarza się zbyt często, żeby czyjaś śmierć wywoływała tak jednoznaczną pozytywną reakcją opinii publicznej. Dla porównania, nawet schwytanie Saddama Husajna wywołało mniejszy entuzjazm, mniej jednolitą reakcję, bo Saddam też brał udział w polowaniu, ale w roli ofiary. To tak dla porównania.

Myśliwi łamią tabu, czerpiąc satysfakcję z zabijania bezbronnych zwierząt, ale widocznie im mało, bo postanowili sięgnąć po kilka innych: polowanie na cudzym prywatnym terenie, udział w polowaniach dzieci. Do tego doszedł skład komisji sejmowej – prawie wyłącznie myśliwi, więc konflikt interesów, korupcja, prywata.

Pijarowo mają zatem przerąbane. Wszelkie przytaczane przez nich argumenty są do obalenia na bardzo podstawowych, intuicyjnym poziomie. Że uczą się i innych o zwierzętach i ekosystemach (żeby ZABIJAĆ!), kultywują tradycję (ZABIJANIA!), dokarmiają zwierzęta zimą (żeby je ZABIĆ!). W końcu trzeba regulować populację, bo szkody dla rolników, odszkodowania i w ogóle ogrom straconych pieniędzy.
I z tym ostatnim argumentem mógłbym się zgodzić, ale nie do końca. Gdyby populację regulowały osoby zatrudnione przez państwo, przez odpowiedni urząd, które zabijałyby zwierzęta jak żołnierze zabijają ludzi, to zasady byłyby jasne, przejrzyste i proste. Obrzydliwe to, ale konieczne. Ten sam argument przytaczany przez myśliwych przywodzi na myśl porównanie kata (wykonującego obowiązki) i seryjnego zabójcę, który domaga się licencji, bo ludzi jest za dużo i wchodzą w szkodę. Tu chodzi o motywację.

Popkultura skutecznie odhumanizowała myśliwych. Porównywanie ich do zwierząt zawsze powoduje obronę zwierząt przed takim porównaniem. Bo myśliwi nie są postrzegani nawet jako zwierzęta. Debaty na temat polowań nie będzie, bo nie rozmawia się z ksenomorfem czy Hannibalem Lecterem. A, przepraszam - Lecter był ofiarą (w klatce). Nie rozmawia się z Buffalo Billem. Do niego się strzela.
Trwa ładowanie komentarzy...