Czy(m) straszyć dzieci?

GameSpot
W ostatnim tygodniu kilka razy trafiłem na to pytanie. Najpierw miałem ciekawą rozmowę z nastoletnimi bywalcami czytelni dla dzieci i młodzieży o „prawdziwych” baśniach pp. Grimm i p. Andersena, o „prawdziwej” krainie czarów Alicji i o „prawdziwych” podróżach Guliwera.

Przy tym nie owijałem w bawełnę, mimo że matki wypożyczające pociechom książeczki krzywiły się strasznie. Tak, śpiąca królewna jest o nekrofilii, Andersen był mentalnym sadystą, Alicja to utwór satanistyczny lub pedofilski, a Guliwer był wykorzystywany seksualnie.
Później pojawił się na serwisie polskagroza.pl artykuł o krytyce obecności bloku dziecięcego na krakowskim konwencie KFASON,czyli Krakowskim Festiwalu Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju. Koordynatorka wydarzenia pytała mnie o opinię i przytaknąłem, że jest to pomysł dobry, bo powyżej, tj. baśnie itd.

Krystyna Lipowicz, PRO, zaproponowała prawny zakaz sprzedaży gier komputerowych oznaczonych „osiemnastką” młodszym osobom. Prawdopodobnie zainspirował ją brytyjski pomysł, żeby rodziców dzieci grających w wiedźminy czy inne dead islandy (celowo wymieniam polskie produkcje) straszyć ichnim MOPSem. Czemu? Bo samobójstwa, przemoce, strzelaniny i w ogóle staczanie się młodych umysłów, tak przecież dobrych i niewinnych, jak bohaterów Władcy much. A, dodała jeszcze, że nie zna przyczyny samobójstw i nie ma danych potwierdzających korelację. Cud, nie rzecznik.

To jak z tą grozą i z dziećmi?
Istnieją dwie płaszczyzny straszenia dzieci (lub dzieci straszących się). Jedna jest fikcyjna i odmawiam uznania wmawianej mi teorii głupich dzieci, które nie potrafią rozróżnić fikcji i rzeczywistości. Dziecko doskonale wie, że gra jest grą, a rzeczywistość rzeczywistością. Argument „weźmie broń i zabije, bo zabijał w grze” dowodzi raczej głupoty dorosłych tak twierdzących. Czemu nie ma dzieci skaczących z dachów, skoro robi tak Ezio z Assasin’s Creed? Czemu nie biegają po ścianach, jak perski książe? Ano dlatego, że jednocześnie w tych grach giną. I można zrobić najbardziej realistyczną grę, można zrobić ją w trójwymiarze, a i tak dziecko, które zginie w grze, wybierze „last checkpoint”, a nie pójdzie po pogrzebowy do ZUSu. Spytajcie dzieci o przemoc w grach. Ja nie muszę, bo znam odpowiedź – to przecież gra. Nie pytam, bo chcę sobie oszczędzić pobłażającego wyrazu twarzy.

Drugą płaszczyzną straszenia jest straszenie „w realu”, choć to pojęcie nie do końca trafione. Nie chodź tam, bo cię Mamuna porwie. Nie zbliżaj się do bloczku (talii grota), bo ci włosy wkręci. Nie dotykaj się tam, bo pójdziesz do piekła.

Ten ostatni przykład jest, podejrzewam, najbardziej rozpowszechniony. I ten sposób straszenia jest bardzo problematyczny, znacznie bardziej niż brutalne gry, filmy i książki. Bo to już nie jest umowa „ej, to fikcja”. Te wszystkie straszaki są podawane jako realne konsekwencje pewnych działań. I to jeszcze najczęściej przekazywane przez osoby, które powinny i często są przez dzieci szanowane. Autorytet powiedział, czyli to prawda. Co zresztą potwierdzają badania: dzieci religijne mają znacznie większy problem z odróżnieniem rzeczywistości od fikcji. W konsekwencji są bardziej podatne na… przemoc fikcyjną. Można się zatem spodziewać, że więcej negatywnych skutków wywoła granie w Assasin’s Creed nastoletniego dewota (samobójstw przez skok z dachu) niż tłuczenie w GTA przez młodego ateusza.

Lipowicz proponuje zatem ratowanie religijnych dzieci przed religią w szkołach. Dobra, ale w tytule pytałem „czym straszyć”? W zasadzie przywrócenie starych dobrych baśni byłoby najlepsze. Kiedyś dzieciom czytano te historie i jakoś sobie z nimi radziły. Współczesny narybek jest jakiś ułomny, że trzeba im wszystko podawać w ugrzecznionej disney’owskiej papce? Chodzi chyba raczej o to, że dzieciom czytano, czyli od razu można było skomentować, wyjaśnić. Ale nie zawsze jest to konieczne, bo w gatunku wyraźnie są określone dobro i zło, więc zła czarownica może otruć, zdekapitować, zgwałcić, oskórować, ograbić, posiekać, utopić w kwasie i zrobić dowolne bezeceństwa, bo jest zła. Z definicji! To samo z horrorem, również filmem. Horror, pod względem konstrukcji bohaterów i antagonisty, jest gatunkiem bardzo dziecinnym. Tu też zła siła jest zła, dlatego robi złe rzeczy. I na koniec zostanie zniszczona przez tych dobrych (ale w większości przypadków „coś” zostanie).

Tak, horror jest bardzo dziecinnym gatunkiem
Może zatem przestać panikować? Gry są tylko kolejnym nośnikiem rozrywki. Podobnie literatura, również groza. A dzieci również lubią się bać. Bo lubią, podobnie jak dorośli, którzy w kontakcie z grozą tak uroczo dziecinnieją. W kinie krzyczą, śmieją się ze swojej reakcji, ale przede wszystkim dobrze się bawią.
Bo to przecież nie jest prawda.
Trwa ładowanie komentarzy...